Nightwood

Nightwood
Nightwood

piątek, 18 września 2015

Legenda gry

Nie pamiętał, kim jest. Nie wiedział, dokąd zmierza. Przebył nawet pustynię wiedząc jedynie, że musi iść dalej, dalej i wciąż dalej. Został wybrany...
Nazwa Nightwood zrodziła się w jego myślach, gdy po raz pierwszy ujrzał ogromną, rozciągającą się po horyzont ścianę ciemnej zieleni, tonącą w słabym, ciepłym blasku słońca. Wędrowiec dotarł do lasu tuż przed zachodem i bez lęku wkroczył w gęstniejący mrok. Czuł zew silniejszy niż kiedykolwiek, wiedział, że jest już blisko. Księżyc był wysoko na niebie, gdy dotarł do zalanej światłem gwiazd polany. Na jej środku, w wysokiej trawie, leżał spory owalny przedmiot.
Dopiero gdy go podniósł, zorientował się, że jest to jajo. Miało ono idealnie gładką, czarną powierzchnię, w której delikatnie odbijał się blask nocnego nieba. Wpatrywał się w nie zauroczony, kiedy nagle jajo zadrżało i wypadło mu z rąk. Próbował je złapać, ale szybko poturlało się po trawie i rozbiło o wystający z ziemi głaz. Zamarł. Tuż przed nim, wśród potrzaskanych resztek skorupki, siedział mały... smok! Pisklę o łuskach barwy ciemnego, nocnego nieba, z niemałym trudem stanęło na nóżki i przyczłapało do niego. Wędrowiec ukląkł na ziemi, nadal w szoku, a stworzenie wskoczyło mu na kolana. W tym samym momencie za jego plecami rozbrzmiał spokojny głos:
- Musisz mu nadać imię... Gilfuinie.
Smoczek spojrzał na wędrowca niebieskimi oczkami i zapiszczał:
- Giuu...fin!
Gilfuin (to twórca gry) do dziś pamięta pierwsze spotkanie z nietypowym starszym człowiekiem. To wtedy wykluł się jego smok – Nocarz. Rozpoczął nowe życie, pod nadanym mu przez starca imieniem. Mędrzec, bo tak Gilfuin go nazywał, przekazał mu całą swoją wiedzę o smokach i tajemniczym lesie. Nigdy jednak nie zdradził tego, kim jest, ani źródła swej wiedzy. Mędrzec pojawiał się i odchodził niespodziewanie. Podobno do dziś krąży po Nightwood.
Gilfuin niedługo po swoim przybyciu poruszał się po lesie jak po własnym domu. Nocarz chodził zawsze z nim, co pewien czas cicho popiskując i upominając się o jedzenie. Nauczył się już nawet w miarę zrozumiale powtarzać imię Gilfuin, szczególnie wtedy, kiedy był głodny. Obaj zamieszkali w twierdzy pokazanej im przez Mędrca.
Z zewnątrz był to piękny drewniany pałac, który jakby wtapiał się w skałę. W głębi niezliczone wykute korytarze jak i naturalne jaskinie tworzyły ogromny kompleks mogący pomieścić nawet kilka tysięcy ludzi. Skała, w której była wydrążona twierdza, stanowiła część rozległej, aczkolwiek niskiej góry; na jej szczyt Gilfuin wszedł tylko raz. Ujrzał wtedy niekończące się morze lasu. Twierdza była od dawna opuszczona, dlatego wraz z małym Nocarzem wybrał sobie miejsce w zewnętrznej części, gdzie nie było aż tak pusto i ponuro. Uprzątnięcie zaledwie kilku pomieszczeń zajęło Gilfuinowi ponad tydzień, jednak on sam nie zadawał sobie sprawy z tego, ile czasu minęło, odkąd przybył do lasu.
Nocarz rósł bardzo szybko i nie mógł już swobodnie spacerować po drewnianej części kompleksu, tym bardziej, że nauczył się ziać ogniem.
Gilfuin urządził mu jedno ze sporych pomieszczeń, które odkrył jakiś czas temu. Połączone szerokimi korytarzami, z otworami na zewnątrz, zapewne służyły kiedyś jako zagrody dla smoków, gdzie chowańce mogły spędzać noc i przez otwory swobodnie wylatywać na dwór. Pomieszczenia były połączone z częścią mieszkalną mniejszym, przystosowanym dla ludzi korytarzem, tak więc smoki nie buszowały po całej twierdzy, a jedynie po przeznaczonej im części.
Mijały kolejne tygodnie, zbliżała się pełnia lata, gdy zaczęli się pojawiać Oni. Przybywali z różnych kierunków, wszyscy prowadzeni przez niezwykłą siłę, nie pamiętając, kim są, trafiali do Nightwood. Gilfuin przyjmował ich bardzo serdecznie, ciesząc się, że nie jest już w lesie sam. Każdy z nowo przybyłych prędzej czy później wracał do twierdzy ze smoczym jajem, nie bardzo wiedząc, co z nim zrobić. Wszyscy pamiętali tylko, że spotkali dziwnego starca… Gilfuin nie musiał już pracować bez pomocy, jednak to na nim spoczywały najważniejsze obowiązki. Tylko on wiedział, jak opiekować się smokami i potrafił bez problemów poruszać się po całym lesie oraz twierdzy. Przybyli zgodnie uznali go za Władcę Lasu, a prawie dorosłego Nocarza omijali z daleka. Mieszkańcy Nightwood żyli w zgodzie, wspierali swojego władcę jak mogli i opiekowali się wspólnie smokami. W jednej z największych sal twierdzy stworzono miejsce spotkań, zwane później po prostu Zgromadzeniem, w którym dyskutowano o bieżących sprawach. Jesień była okresem wielu zmian i ciężkich przygotowań do zimy. Na co dzień mieszkańcy żywili się owocami leśnymi i sporadycznie upolowaną zwierzyną, musieli jednak zebrać spore zapasy żywności na najchłodniejszą porę roku. Nadal tworzyli niewielką grupę, a wraz ze zbliżającymi się mrozami przybywało ich coraz mniej, lecz największym problemem było przygotowanie rezerwuaru dla smoków. Młode gady miały ogromny apetyt, a niektóre nie potrafiły nawet jeszcze same polować. Mimo ogromnego zaangażowania wszystkich mieszkańców, nie byli oni przygotowani na pierwszy atak zimy, który nadszedł już w połowie jesieni. Był to dla nich bardzo trudny czas. Niektóre z najmłodszych smoków nie przeżyły, a ich rozżaleni właściciele opuścili twierdzę i nigdy nie wrócili...
Dopiero w lutym następnego roku Nightwood ponownie stanęło na nogi, otrząsając się po ciężkich stratach. Wraz z nadchodzącą wiosną pojawili się nowi wędrowcy, którzy nieco rozjaśnili twarze starszych mieszkańców. Prace remontowe i wiosenne porządki ruszyły pełną parą, Sala Zgromadzeń rozbrzmiała gwarem dyskusji, a nawet drobnych sprzeczek między hodowcami (bo tak sami zaczęli się nazywać właściciele smoków). Młode smoki harcowały przed twierdzą, a starsze wylatywały na całe dnie. Gilfuin zaszywał się w odległych częściach twierdzy, nigdy nikomu nie mówiąc, kiedy wróci. Snuł plany dotyczące rozwoju Lasu. Jednym z nich było utworzenie klanów. Mieszkańcy podzielili się na grupy i razem spędzali czas, nie zrywając jednak ciepłych stosunków z innymi hodowcami. Władca powołał również Strażników Ładu, którzy pomagali mu utrzymać porządek w Nightwood i służyli pomocą nowo przybyłym.
Niemal cały rok minął spokojnie. Przygotowania do zimy zostały podjęte o wiele wcześniej niż poprzednio i tym razem Las nie zapadł w kilkumiesięczny sen. Twierdza tętniła życiem, hodowcy wesoło spędzali czas na wspólnych grach (np. w wyścigi Pełzaczy), opowieściach i doglądaniu swoich chowańców. Ci, których smoki były już dorosłe, mogli z nimi nawet porozmawiać. Wyremontowano również dalej położoną cześć twierdzy i niektóre korytarze. Gilfuin znikał coraz częściej, a wraz z nim kilku starszych mieszkańców. Niestety i oni nie uchylili rąbka tajemnicy.
Minęła wiosna, lato i rozpoczęła się następna jesień, kiedy zagadka wreszcie została rozwiązana. Gilfuin odkrył wejście do niezbadanych podziemi twierdzy, w których znajdowały się olbrzymie sale. Wraz z zaufanym gronem starszych hodowców doprowadził je do stanu używalności i we wrześniu oficjalnie otworzył. Największy zachwyt wzbudziły Areny Walk, na których smoki, w zależności od wieku, mogły wspólnie trenować i walczyć. Nie były to oczywiście pojedynki na śmierć i życie, jednak troskliwi hodowcy obrażali się na siebie za najdrobniejsze rany zadane ich chowańcom.
W owym czasie Nightwood było już dobrze zorganizowaną, samowystarczalną krainą i nawiązało kontakty z pobliskimi państwami. Wyruszające na wyprawy smoki przynosiły nie tylko srebro i ciekawe zdobycze, które stały się też nagrodami za zwycięskie walki na arenie, ale również niezbyt przydatny piasek. Bardzo popularne stały się niezwykłe kamienie, takie jak gemy, dodające walczącym gadom sił oraz rubiny, za które hodowcy kupowali swoim chowańcom aury. Las przyciągał już nie tylko swoją magią, ale i sławą.
Dziś Nightoowd nadal się rozwija. Dawna twierdza jest jedynie częścią miasta. Gilfuin wraz z wiernymi mu Strażnikami i starszymi hodowcami dwoi się i troi, by utrzymać w Lesie porządek i zapewnić wciąż przybywającym mieszkańcom jak najlepsze warunki. W głównej części starej twierdzy powstała specjalna Biblioteka, gdzie każdy może znaleźć potrzebne mu informacje o Nightwood. Starsze smoki nauczyły się już rozróżniać rośliny i cenniejsze składniki, z których hodowcy przygotowują im wywary. Gilfuin, wciąż zaskakując nowymi pomysłami, otworzył wrota do magicznych wymiarów strzeżonych przez potężnych strażników (głównie dla bezpieczeństwa młodych i niedoświadczonych smoczków). Władca ciężko pracuje, dostarcza rozrywki Mieszkańcom Nightwood, nie zapominając jednak o zdrowym rozsądku i smokach, których dobro jest przecież najważniejsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz